Miała na imię Natalia,właśnie kończyła gimnazjum.
Do jej zdjęć wzdychała szkoła,nawet woźny Stasiu.
Chciała iść do liceum,nowi kumple,melanże.
I już na pierwszej lekcji zapomniała o starej gimbazie.
Siedziała w ławce z Mikołajem,taki dosyć blady typo.
Wciąż go obserwowała,aż uspokajał ją fizol.
Miał bardzo ciemne włosy,wyglądał jak ten typ
od Meyera.
Często rozmawiali na przerwach,między nimi była chemia.
Pewnego razu kumpela robiła imprezę.
Trzeba było się poznać,wszystko miało być w plenerze.
4 wrzesień godzina dziewiętnasta.
Natalia się szykuje odkąd wybiła dwunasta.
Mikołaj raczej normalnie,koszula i spodnie.
Mają spotkanie dokładnie pod jej domem.
Aż wreszcie przyszedł,Nata wyskoczyła z domu.
Chłopak na jej widok tracił rozum.
Zawołał:chodźmy,za pół godziny się zacznie.
I wyruszyli z uśmiechem wpatrzeni w siebie
jak w obrazek.
Godzina 23 wszyscy najebani mocno.
Natalia nie wie jeszcze,co jej wybranek
chce począć.
Zabrał ją daleko,ona w chuj nie przytomna.
Wybiła północ,już jej raczej nie spotkasz.
Mikołaj wrócił na miejsce,wszyscy jakby
ogarnięci.
Zapytali gdzie Natalia i czemu z ust krew Ci leci.
Chłopak z uśmiechem powiedział to nie moja
krew bezbeki.
Wszyscy w osłupieniu stanęli,co się tu kurwa dzieje?
Każdy chciał żyć,taką mieli nadzieję.

0 komentarze:
Prześlij komentarz