Była noc,bodajże grubo po jedenastej.
Szedłem do klubu,w którym nie brak dobrych
lasek.
Chciałem się rozerwać,kurwa stresujący dzień.
Dogaszam już fajka,potem chciałbym aby był to sen.
Wbijam do WC załatwić potrzebę.
I to,co ujrzałem zjebało mnie na glebę.
Po prawo typ wali ostatnią krechę.
A tuż koło mnie staruch gwałci na oko trzydziechę.
Zaczęli mi grozić,w końcu byłem jedynym świadkiem.
Chciałem wyrwać się,lecz kolo miał za ciężką łapę.
Usłyszałem pewne kroki,ktoś wchodzi do toalety.
Laskę wjebali do kibla,mnie puścili,na momencik.
To okazały się gliny,a na ziemi resztki koki.
Koleś chowa to pod butem,udaje,że z nas niezłe ziomki.
Pies pyta o dokumenty i,co kurwa tu robimy.
Ten silniejszy wmówił,że kumpeli zaszkodziły frytki.
Wszyscy się oddalili,psiarnia powiedziała okej.
I wróciliśmy do początku,szyję gładzili mi nożem.
Wyszliśmy z klubu,prowadzili mnie do auta.
Wjebali mnie do bagażnika,laskę wyrzucili w krzakach.
Nie wiedziałem nic,jak skończę i czy wyjdę cało.
Jebany niefart,jakby problemów było mało.
Serce tak mi kołatało,a moja sytuacja wypadała słabo.
Auto się zatrzymało,chyba byliśmy na miejscu.
Wyjęli mnie z fury,wzięli kanister i szlugi.
Zacząłem się nawet modlić,śmierć już zaczęła mnie budzić.
Rozpalili fajka,nie miałem zbyt wiele czasu.
Znów musiałem wejść do auta,wołam głośno:Daruj.
Polali Samochód benzyną,wszystko było jasne.
Zacząłem kombinować,mówię do siebie:myśl błaźnie.
No i chyba modły pomogły obok leżał gnat.
Wyjebałem szybę,wydostałem się z auta.
Zacząłem w nich celować,a jednak miałem farta.
Ćpun szybko uciekł,nawet za nim nie pobiegłem.
Lecz gwałciciela wyjebałem szybkim ruchem na glebę.
Nie zasłużył na szybką śmierć,tłukłem go pistoletem.
Chyba już nie znajdzie nikogo kto poda mu rękę.

0 komentarze:
Prześlij komentarz